akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Zdzisław Prus - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Zdzisław Prus - wiersze
Zbieracz złomu pamięta o siostrze
Mocno starsza pani irytuje się na fryzjerkę
Ubojowiec dementuje plotki
Ojciec nie może darować synowi
Wszystkie strony

Sprzątającej w kościele zebrało się na szczerość

 

gdybym się urodziła chłopakiem

poszłabym na księdza

na pewno

jak amen w pacierzu

każdej niedzieli

gdy tylko z babcią wróciłam

z kościoła

zamykałam się w

swoim pokoju

i odprawiałam mszę

dla lalek

mama przestrzegała

że to grzech

tak pajacować

ze świętych rzeczy szopki

sobie robić

z czasem wyrosłam z tego

ale nie do końca

bywa że kiedy

wyszoruję posadzkę

ławki powycieram

powiędłe kwiaty wybiorę

sprzed bocznych ołtarzy

a świętemu Antoniemu

co lubię najbardziej

kamienne czoło

mokrą szmatką przetrę

i kiedy w całym kościele

nie ma duszy żywej

to wtedy - - bywa

że odstawię kubeł

by sobie przysiąść

choć na małą chwilkę

w konfesjonale

tym najładniejszym

gdzie spowiada proboszcz

i myślę wtedy

fartuchem przysłaniając oczy

o babci o mamie o lalkach

i o tym

że to moje życie

jednak nie najgorzej mi się

ułożyło 



 

Zobacz też

Losowo

Jolanta Baziak - Czy religia światowa?

Bydgoskie wydawnictwo „Galeria Autorska” wydała niedawno arcyciekawą książkę WOJCIECHA M. ZALEWSKIEGO pt. „Religia w służbie Życia. Eseje humanistyczne”.

Autor studiował na KUL-u, w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie i na Uniwersytecie Gregoriańskim tamże, gdzie się doktoryzował. Był kustoszem zbiorów słowiańskich w Kalifornii, a obecnie jest bibliografem studiów religioznawczych przy Uniwersytecie Stanford. Wydał również kilka tomów wierszy. Jego biografia wyjaśnia horyzont uniwersalistycznych zainteresowań.

Na całość najnowszej publikacji składają się trzy rozdziały. Rozdział pierwszy, wprowadzający, określa aspekty religii, jej funkcjonalność, definiuje pojęcie wieczności Życia. Rozdział drugi analizuje religie pierwotne, trzeci wtórne, do których zalicza się tu: taoizm, hinduizm, buddyzm, judaizm, chrześcijaństwo i islam. Bibliografia wskazuje na bogate najnowsze źródła amerykańskie; toteż mamy przy okazji przegląd tego, co publikuje się na rzeczony temat w Stanach Zjednoczonych. Żadna z wyżej wymienionych religii nie została omówiona marginalnie. Nie jest to jednak kompendium wiedzy z zakresu historii religii. Wojciecha Zalewskiego interesuje nader konkretny aspekt religijności człowieka i jego podłoże, którego dopatruje się w samej podstawie – życiu. Ono staje w centrum wszelkiej wartości i stanowi wartość absolutną. Dopiero Życie sankcjonuje istnienie Boga, tak dalekiego od instytucji i systemów. Religie, które nie znają Boga osobowego reflektują byt jako świętość życia i dzięki tej refleksji dokonuje się sakralizacja człowieka i świata. Potrzeba prokreacji i religijność życia seksualnego wynikają z współdziałania człowieka z Bogiem. Autor opowiada się za religijnym charakterem seksualności podobnie jak M. Eliade i B. Malinowski.

Więcej …

Z archiwum

Stefan Pastuszewski - Bóg jest

Dziś rano narzędzie Boga powiedziało mi:

- Dzień dobry.

Uśmiechnąłem się szeroko, bardzo szeroko, niemal na wszechświat cały, tyle radości wstąpiło we mnie dzięki temu dzień dobry, że gdybym nie rozlał jej szeroko, bardzo szeroko, niemal na wszechświat cały, to bym pękł, czyli rozkojarzył się z jej nadmiaru. Ludzie, którzy nie potrafią podzielić się ze światem swą wewnętrzną energią, nawet tą najlepszą, tłuką się między ścianami swoich granic i niemożności niczym nadmuchany balon, który wyrwał się z rąk dmuchającego i skacze jak głupi po pokoju. Łażą jałowo z miejsca na miejsce, od sprawy do sprawy i w istocie swojej niczego dobrego nie czynią, bo… niczego nie czynią. Dobra energia jest niczym prąd elektryczny, który poraża, jeśli nie na jego  przyjęcie jakiegoś odbiornika. Tym odbiornikiem w przypadku człowieka jest oczywiście sam człowiek, ale tylko ten, który wie, że  radością trzeba się dzielić i z radości trzeba robić rzeczy wielkie, choćby z pozoru wydawało się, że są one małe.

- Dzień dobry - odpowiedziałem. - I piękny. I bezpieczny. I…

Więcej …

Z archiwum

Stanisław Chyczyński - Nietzsche z Samotraki

Renesansowa osobowość Jolanty BAZIAK jest doskonale znana Czytelnikom "Akantu", dlatego nie będę się nad tym rozwodził. Wiadomo, że filozofia jest kolejną dziedziną, w której autorka "Pasji i niepokojów Simone Weil" również się realizuje. Począwszy od września 2005 roku, właśnie w "Akancie", systematycznie drukowała eseje o personie i dorobku Fryderyka Nietzschego. Ostatnio zostały one zebrane w publikację zwartą "Nietzsche" z podtytułem "w optyce filozofów".

Friedrich Nietzsche to światowy klasyk, o którym ogłoszono już tony komentarzy i egzegez. Pewien znawca jego dorobku napisał: "F. Nietzsche to najbardziej kontrowersyjna postać w filozofii współczesnej. Jedni potępiają go jako immoralistę, drudzy sławią jego krytykę chrześcijańskiej moralności". Et cetera. Interesująca monografia Jolanty Baziak wpisuje się w ten niebywały zgiełk recepcyjny, potwierdzając przytoczoną przed chwilą opinię. Praca - składająca się z XII rozdziałów - ukazuje przedmiot refleksji wielorako i wieloaspektowo. Przy czym od razu widać, że komentatorem obrazoburczych konceptów niemieckiego filozofa jest kobieta, osoba niezwykle wrażliwa, empatyczna i powściągliwa w osądach. Widać też, że przede wszystkim jest poetką. Zdradza to głównie warstwa lingwistyczna. Mam na myśli posługiwanie się choćby neosemantyzmami, których przykładem jest czasownik "reflektować" w znaczeniu ""nuć refleksje, badać myślowo, rozważać""(por. s. 12, 15 i nast.). Takie podejście dziwić nie może, skoro poeci są powszechnie znani z inklinacji do językowych nowotworów. A poezja, według np. Gadamera, spełnia bezcenną rolę w rozwoju naszego poznania. Stawia to autorkę "Trudnych modlitw" niejako na uprzywilejowanej pozycji.

W pierwszym rozdziale poetka słusznie wyznacza kontekst filozoficzno-historyczny, który w sposób znaczący najprawdopodobniej zdeterminował światopogląd Nietzschego. Wyszczególnia wielu jego poprzedników (od Platona do Newmana), aby czytelnikom uświadomić przypuszczalne źródła inspiracji czy też zapożyczeń (sic!). Bowiem okazuje się, że wszystkie sztandarowe hasła nietzscheanizmu (wola mocy, wieczny powrót, przewartościowanie wszystkich wartości, śmierć Boga, nadczłowiek) "można zakorzenić w jakiejś tradycji filozoficznej" (s. 19). Pośród powołanych "na świadków" brakuje mi jednak Maxa Stirnera (jego nazwisko pada w książce tylko raz: s. 101) - ojca teoretycznego egocentryzmu oraz Thomasa Carlyle'a, w którego pismach jest obecna idea "nadczłowieka".

Drugi rozdział prezentuje niezwykle bogatą i barwną biografię autora "Ludzkie, arcyludzkie". Z kolei tutaj brakuje mi wzmianki o polskim pochodzeniu "samozwańczego geniusza" (s. 27). Ponoć Nietzsche wywodził się ze szlacheckiego rodu Nieckich; w liście do Mety von Salis pisał: "(...) dziękuję niebu, że we wszystkich swoich instynktach jestem Polakiem, a nie kim innym" (XII 1888). Nawet wyłącznie z narodowych racji można by tę ciekawostkę zamieścić. Jako życzliwy komentator Nietzscheańskiej filozofii, Jolanta Baziak stoi na stanowisku holistycznym. Tzn. uważa, iż dzieło to, w całej jego specyfice, należy odczytywać i odbierać przez pryzmat splątanego, tragicznego życia twórcy. Wbrew zdaniu Karla Jaspersa stawia dość śmiałą tezę, że brak spełnienia w prawdziwej, odwzajemnionej miłości do kobiety stał się ważką przyczyną smutnej choroby autora "Poza dobrem i złem" (por. np. s. 41). Oto wypowiedź wprost: "Być może                   nie wyklułby się - po ludzku nieszczęśliwy geniusz - gdyby go ktoś, wbrew niemu, pokochał?" (s. 97). Akurat zgadzam się w pełni z tym daleko idącym domniemaniem.

Oprócz tropienia złożonych uwarunkowań dosyć tajemniczej (wątpliwa diagnoza?) psychozy niemieckiego myśliciela, zdecydowanie na pierwszy plan w omawianej książce wysuwa się problem "populistycznego hasła «Bóg umarł»" (s. 30). Po primo - autorka doszukuje się bezpośrednich źródeł filozoficznych takiego programu (wszak jest to swoisty program ideowy: "Bóg na krzyżu jest przekleństwem rzuconym na życie, wskazówką, iż należy się zeń wyzwolić" - "Wola mocy", Warszawa 1911, s. 536). Po secundo - dokonuje interpretacji tego hasła, odwołując się do najwyższych komentatorów takich jak Heidegger, Jaspers, Szestow czy Sartre. Po tertio - próbuje wiązać antyreligijne wystąpienia filozofa z przerażającymi tendencjami w historii najnowszej i kulturze współczesnej. Przenikliwe refleksje skłaniają pisarkę po postawienia słusznego pytania: "Co pozostało po ideach autora «Ecce homo» ?" (s. 44). Spodziewaną odpowiedź znajdujemy dopiero w rozdziale przedostatnim: "Rzeczywiście z przymrużeniem oka dziś czyta się o wiecznym powrocie i nadczłowieku, ale trudno zachować ten uśmiech przy oznajmieniu: Bóg umarł" (s. 91). Na wskroś deprymująca konstatacja - aktualnie Najwyższy jeszcze żyje, ale dla garstki wyznawców judaizmu, tysięcy chrześcijan i milionów islamskich fundamentalistów. Oczywiście, to zestawienie jest liczebną metamorfozą. Wszelako wypada w tym miejscu ponownie zacytować Jolantę Baziak: "Głos immoralisty i nihilisty usłyszano w świecie ze względu na przestrogę, że wartości popadają w szczególny obłęd. Jak należy zatem ratować to, co nazywamy «bycie człowiekiem»?" (s. 44). Ecce bene quastito!

Wprawdzie autorka deklaruje preferencję tekstów samego Nietzschego (por. "Notę", s. 104), ale pisząc swoje opracowanie musiała odnieść się także do wykładni wcześniejszych. Jak już sygnalizowałem, w kolejnych rozdziałach omawia interpretacje autorstwa wielkich intelektualistów (Heideggera, Jaspersa, Sartre'a stc.), których spuścizna Nietzschego zafrapowała lub zainspirowała. Uwzględnia również komentarze prof. Zbigniewa Kuderowicza, czyli autora monografii bardzo popularnej 20 lat temu (bo zawierającej też małą antologię pism Niemca). Przyznam, iż ze względów osobistych ucieszył mnie ten passus książki.

W ostatnim półwieczu urzeczywistnił się olbrzymi postęp w badaniach hermeneutycznych nad dorobkiem autora "Tako rzecze Zaratustra". Punktem zwrotnym było metodyczne uporządkowanie i przeredagowanie dzieł zebranych Mistrza, zrealizowane przez Giorgia Golli i Mazzino Montinariego. Szczególnie reinterpretacja, zaprezentowana w książce "Po Nietzschem", to jakby zapowiedź powszechnej zmiany wizerunku twórcy "Wiedzy radosnej". Jolanta Baziak obszernie referuje odkrycia Coliego. W świetle tychże dociekań i wniosków wychodzi na to, że potomni otrzymali stereotypowy i wypreparowany wizerunek wielkiego kontestatora. Okaleczony niczym słynna rzeźba Nike z Samotraki. Wszyscy znają postać skrzydlatej bogini bez rąk i głowy. Analogicznie: Nietzsche, jako niebezpieczny nihilista i wojujący bezbożnik, to obraz wypaczony przez późniejszych odbiorców, którzy opierali swoje supozycje, m.in. na sfałszowanych (przez siostrę naszego bohatera) listach do przyjaciół. Zatem pozwoliłem sobie na sformułowanie "Nietzsche z Samotraki", chcąc w ten sposób podkreślić wyjątkowe nabożeństwo filozofa do antycznego Dionizosa. I w ogóle - jego dogłębne zauroczenie kulturą helleńską. W kontekście tych wszystkich rewelacji (ad Giorgio Colli) trzeba by przewartościować wszelkie wyobrażenia o autorze "Antychrysta". Jolanta Baziak ujmuje tę konieczność w jednym treściwym i adekwatnym zdaniu: "Czytelnik musi weryfikować poglądy Nietzschego w oparciu o własną wiedzę" (s. 46).

niniejszy zbiór esejów nie jest publikacją "wypasioną" (jak mówi młodzież), ale stanowi opracowanie WYSTARCZAJĄCO bogate w różne wątki myślowe i tropy egzegetyczne. Byłoby to dla autorki rażąco krzywdzące, gdybym oświadczył, iż udało mi się tutaj wypunktować meritum jej analiz i ustaleń. Uważam, że książka ma szansę przyczynić się do zmiany dotychczasowej optyki, w jakiej postrzegany jest wielki patron postmodernizmu (vel dekonstrukcjonizmu). Lektura może skłonić niejednego czytelnika do istotnych przemyśleń i rewizji obiegowych poglądów nie tylko na temat ironii losu i chichotów historii... 

Jolanta Baziak: Nietzsche w optyce filozofów, Instytut Wydawniczy "Świadectwo", Bydgoszcz 2008, ss. 108

Z archiwum

Jadwiga Michalak - Gra w ciuciubabkę

Kredytobiorcy biją na alarm.

Kupili kołdrę zbyt wąską, zbyt krótką

nie mogą się pod nią wyspać.

Nie da się przykryć czekiem bez pokrycia

ani pensją, co nie spełnia oczekiwań

na chleb, bo gorzki.

Mówią:

- system zawinił.

Tak, mocny system.

Demokracją

go nazwano

gdzie banki merdają ogonem

dla naiwnych, poczciwych.

A potem kleszczami przepisów

opaszą twe ciało

i ssać już będą twą krew do końca

aż ostatni komornik

postawi cię pod ścianą prawa

w państwie bezprawia,

abyś służył za pokarm bogatym

z szyderczym śmiechem

w ramionach sprawiedliwości

co zdjąć opaski z oczu się wstydzi,

bo przecież gra w ciuciubabkę.

akant.org: