akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Zdzisław Prus - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Zdzisław Prus - wiersze
Zbieracz złomu pamięta o siostrze
Mocno starsza pani irytuje się na fryzjerkę
Ubojowiec dementuje plotki
Ojciec nie może darować synowi
Wszystkie strony

Sprzątającej w kościele zebrało się na szczerość

 

gdybym się urodziła chłopakiem

poszłabym na księdza

na pewno

jak amen w pacierzu

każdej niedzieli

gdy tylko z babcią wróciłam

z kościoła

zamykałam się w

swoim pokoju

i odprawiałam mszę

dla lalek

mama przestrzegała

że to grzech

tak pajacować

ze świętych rzeczy szopki

sobie robić

z czasem wyrosłam z tego

ale nie do końca

bywa że kiedy

wyszoruję posadzkę

ławki powycieram

powiędłe kwiaty wybiorę

sprzed bocznych ołtarzy

a świętemu Antoniemu

co lubię najbardziej

kamienne czoło

mokrą szmatką przetrę

i kiedy w całym kościele

nie ma duszy żywej

to wtedy - - bywa

że odstawię kubeł

by sobie przysiąść

choć na małą chwilkę

w konfesjonale

tym najładniejszym

gdzie spowiada proboszcz

i myślę wtedy

fartuchem przysłaniając oczy

o babci o mamie o lalkach

i o tym

że to moje życie

jednak nie najgorzej mi się

ułożyło 



 

Zobacz też

Losowo

Henryk Jan Mielcarek - O tęgoborskiej przepowiedni

W poznańskim wydawnictwie Zysk i S-ka ukazała się w minionym roku książka bydgoszczanina, Zdzisława Przybylaka pt. Słynne proroctwa i objawienia dla Polski i świata na XXI wiek. W książce znalazł się między innymi komentarz do naszej, powszechnie w Polsce znanej Przepowiedni z Tęgoborzy. Ponieważ temat siedzi we mnie od lat, chcę niniejszym – chociaż nieproszony – zabrać głos. A rzecz całą zacznę ab ovo.

Ojciec, wróciwszy któregoś marcowego dnia 1939 roku z pracy, podsunął mi do przeczytania gazetę z tekstem przepowiedni. Zdziwiło mnie to niepomiernie, gdyż rodzic mój życie traktował zawsze serio i w żadne gusła – jak nieodmiennie zapewniał – nie wierzył. Może dlatego krótkie odredakcyjne wprowadzenie i tekst przepowiedni przeczytałem z rezerwą.

Mieszkaliśmy wówczas w Wileńskiej Kolonii Kolejowej, tej samej, z której wywodzi się i którą opisuje Tadeusz Konwicki. Wszyscy wiedzą jak bardzo aura tamtych stron jest przesycona różnego rodzaju tajemniczymi fluidami. Ja jednak, niespełna piętnastoletni szczawik, starałem się wzorem ojca patrzeć na świat bez egzaltacji, trzeźwo. Dlatego przepowiednię odebrałem jako materiał propagandowy naszych władz. Każdy, od młokosów po ludzi starych, zdawał sobie sprawę, że wojna jest nieunikniona. Dorośli wiedzieli, a ja chyba się domyślałem, jak ogromna jest dysproporcja sił Polski a siłami hitlerowskich Niemiec. Rozumiałem zatem, że takie moralne wsparcie jak tęgoborska przepowiednia jest nam potrzebne. Rozumiałem, ale nie pochwalałem. Podejrzewałem wówczas – dziś wiem, niesłusznie – że dwie pierwsze zwrotki dotyczące Wielkiej Wojny zostały napisane specjalnie po to, aby resztę bardziej uwiarygodnić. Takie poczynanie było dla mnie, wychowywanego na uczciwego człowieka, nie do zaaprobowania. Mimo to i mimo tego, że przepowiedni w dużej części nie zrozumiałem, przyjąłem ją za swoją. Wbrew narastającym zagrożeniom, tchnęła nadzieją.

Kiedy pierwszego września 1939 roku stawiłem się w gimnazjum na inaugurację roku szkolnego, nie wiedziałem jeszcze, że wojna stała się faktem. Zdziwiony słuchałem jak nowy nasz wychowawca, łacinnik, zamiast mówić o sprawach organizacyjnych, opowiada o wakacjach spędzonych we Włoszech. Gwar w klasie ustał gdy zaczął mówić o świeżo odkopanej Pompei. O zwłokach zmumifikowanych przez gorący popiół Wezuwiusza; o kobiecie tulącej w swych ramionach niemowlę i rzymskim legioniście, który z włócznią u nogi pozostał na posterunku do końca.

- I my będziemy musieli tak stać; do ostatka – powiedział na zakończenie, ale o tym, że wojna już się zaczęła nie wspomniał ani słowem.

Zamiast na dworzec kolejowy, by wrócić do domu, poszedłem do ojca do pracy. Wyszedł na korytarz i objąwszy ramieniem poprowadził ku wyjściu.

- Wracaj prosto do domu. Nigdzie się nie zatrzymuj. Wojna dziś rano się zaczęła- instruował krótko, po wojskowemu.

Więcej …

Z archiwum

Katarzyna Jeziółkowska - W majestacie Śmierci

Piękne i jak już nieaktualne określenie. Każdy wie, jak się zachować na wieść o narodzinach. Gratulacje, kwiaty, uśmiechy. Ciuszki i zabawki dopełniają rytuału powitania.

Ilu z nas wie, jak zachować się w obliczu śmierci? O czym rozmawiać z konającym? Gdy gaśnie bez świadomości, nie wahamy się postawić zapalonej świecy i odmawiać półgłosem pacierzy. Ale gdy odchodzi świadomie, gdy czas oczekiwania mu się dłuży, a sprawy doczesne uwierają o czym mówić?

Więcej …

Z archiwum

Leszek Musa Czachorowski - Stale brakuje tej chwili...

Brzegi” to kolejny, siódmy już tomik poetycki TOMASZA WINCENTEGO RZEPY. W nim zaś ponad sześćdziesiąt wierszy łagodnie nostalgicznych i ciepłych. Trochę jakby z krainy mitycznej, nieco onirycznej, o której tak łatwo w natłoku codzienności zapomnieć, a która przecież - gdzieś ukryta - tkwi w każdym człowieku. Czasem odkrywa on ją w sobie na nowo. Szczególnie, gdy jest czytelnikiem wierszy, takich właśnie jak utwory pióra gnieźnieńskiego filozofa - RZEPY.

Poeta, sięgając do czasów antycznych, obdarza odbiorcę swoim widzeniem świata. Nie przywołuje jednak ówczesnych bogów, lecz ludzi, którzy, dzięki swym wielkim pragnieniom i tęsknotom, stali się nieśmiertelni. Bezbronne serce ogarnięte bezmiarem miłości, której się bez wahania oddaje: wszystko albo nic... Lot ku słońcu albo upadek... „(...) Moje serce / jak Ikar / wolno wolno / zapada w ciebie” („Jak Ikar”, str. 7). Piękne... Tragiczne... Orfeusz i Eurydyka, Dedal i Ikar, dzień i noc, biel i czerń, byt i nicość: dwoistość istnienia, ludzkiej natury, bezustanne poszukiwanie, dążenie ku dopełnieniu: „(...) za bytem coś / mieszka i wypełnia / to co widzialne / na dwa podzielone / zespala się przecież” („Na dwa podzielone”, str. 8).

Więcej …

Z archiwum

Paul Celan - "Zamienny klucz"

Zamiennym kluczem

otwierasz dom, w którym

kłębi się śnieg obłudy:

według tego skąd krew cieknie,

czy z okna, czy z ust, czy z ucha,

dobierasz klucz.

Zmieniasz klucz, zmienia się słowo,

z kierunkiem wiatru, który cię popycha,

śnieg owija się wokół słowa. 

Z niemieckiego przełożył

Antoni Skibiński

akant.org: