akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Zdzisław Prus - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Zdzisław Prus - wiersze
Zbieracz złomu pamięta o siostrze
Mocno starsza pani irytuje się na fryzjerkę
Ubojowiec dementuje plotki
Ojciec nie może darować synowi
Wszystkie strony

Sprzątającej w kościele zebrało się na szczerość

 

gdybym się urodziła chłopakiem

poszłabym na księdza

na pewno

jak amen w pacierzu

każdej niedzieli

gdy tylko z babcią wróciłam

z kościoła

zamykałam się w

swoim pokoju

i odprawiałam mszę

dla lalek

mama przestrzegała

że to grzech

tak pajacować

ze świętych rzeczy szopki

sobie robić

z czasem wyrosłam z tego

ale nie do końca

bywa że kiedy

wyszoruję posadzkę

ławki powycieram

powiędłe kwiaty wybiorę

sprzed bocznych ołtarzy

a świętemu Antoniemu

co lubię najbardziej

kamienne czoło

mokrą szmatką przetrę

i kiedy w całym kościele

nie ma duszy żywej

to wtedy - - bywa

że odstawię kubeł

by sobie przysiąść

choć na małą chwilkę

w konfesjonale

tym najładniejszym

gdzie spowiada proboszcz

i myślę wtedy

fartuchem przysłaniając oczy

o babci o mamie o lalkach

i o tym

że to moje życie

jednak nie najgorzej mi się

ułożyło 



 

Zobacz też

Losowo

Andrzej Wołosewicz - Co zrobić?

Siedzę nad "Pocałunkiem - i - z językiem" TADEUSZA WYRWY-KRZYŻAŃSKIEGO i mam kłopot, a nawet kilka. Pierwszy to ten, żem książkę zaczynał trzy razy. Najpierw odpadłem od razu, potem po kilku wierszach, aż za trzecim podejściem przeszedłem przez całość. Piszę o tym, bo należy to jak najbardziej do pola recepcji i jest - jak już wiem - znaczące. Ale po kolei.

Jest u Wyrwy-Krzyżańskiego dużo ekstrawagancji językowych, jest osobność językowa tak daleko posunięta, że momentami wyprowadzona poza granice średniej, przeciętnej a nawet podwyższonej komunikowalności. W związku z tym należy się liczyć z poklaskiem niewielu, ze zrozumieniem bardzo nielicznych, a mam wrażenie (z całości lektury), że to jedna ze spraw, z którą pogodzić się Autorowi najtrudniej. Jeszcze do tego wrócę...

Więcej …

Z archiwum

Zhou Jingshu - Dwa motyle

Na Wschodzie istnieje pewne piękne miasto o nazwie Ningbo. Spotykają się w nim błękitne wody trzech rzek i otaczają je cztery ciemne, ostre szczyty. Od setek lat krąży w tych stronach niezwykła i wzruszająca historia hrabiego Liang Shan i Zhu Yingtai.

Za czasów dynastii Jin1 żyła mądra i piękna dziewczyna imieniem Zhu Yingtai. Potrafiła nie tylko haftować i grać na cytrze, lecz także lubiła czytać i malować. Kiedy skończyła piętnaście czy szesnaście lat, całym sercem zapragnęła wyjechać, by kształcić się w odległej szkole.

Jednakże w tamtych czasach kobietom nie pozwalano opuszczać domu, by studiować. Cóż było robić? Omawiając sprawę ze służącą, Yingtai wpadła na wspaniały pomysł: przywdzieje chłopięcy strój i w tym przebraniu wyruszy, by zdobyć wiedzę. Przebrała się zatem w męskie szaty tak, że wyglądała niczym syn jakiegoś dostojnika – służąca natomiast przebrała się za pazia. Spojrzały na siebie i uznawszy, że wyglądają zupełnie odpowiednio, nie zdołały się pohamować i wybuchnęły śmiechem.

Ojciec Zhu Yingtai popijał właśnie herbatę w głównej sali, kiedy nagle ujrzał giermka prowadzącego jakiegoś młodzieńca wysokiego rodu, który oddał mu pokłon. W wielkim pośpiechu podniósł się, odwzajemnił pozdrowienie i poprosił gościa, by spoczął, wypytując go przy okazji o ród i imię. Nie trzeba chyba mówić, jak bardzo ucieszyła się Zhu Yingtai widząc, że nawet jej ojciec dał się zwieść. Zdjęła przebranie i ukazała ojcu swoje prawdziwe oblicze, wprawiając go tym w wielkie zaskoczenie, a także gniew na swoje nieposłuszeństwo i brak wychowania. Skorzystała jednak z okazji i wyjawiła ojcu swój zamiar wyruszenia po wiedzę. Ojciec odparł na to:

- Czy kto kiedykolwiek słyszał, by jakaś dziewczyna opuściła dom i wyjechała studiować? Nawet w przebraniu chłopaka nie będziesz mogła żyć w obcych stronach spokojnie.

Zhu Yingtai uparła się jednak, że wyruszy. Ojciec zaś, nie mogąc jej od tego odwieść, musiał w końcu wyrazić zgodę.

Więcej …

Z archiwum

Leszek Musa Czachorowski - Stale brakuje tej chwili...

Brzegi” to kolejny, siódmy już tomik poetycki TOMASZA WINCENTEGO RZEPY. W nim zaś ponad sześćdziesiąt wierszy łagodnie nostalgicznych i ciepłych. Trochę jakby z krainy mitycznej, nieco onirycznej, o której tak łatwo w natłoku codzienności zapomnieć, a która przecież - gdzieś ukryta - tkwi w każdym człowieku. Czasem odkrywa on ją w sobie na nowo. Szczególnie, gdy jest czytelnikiem wierszy, takich właśnie jak utwory pióra gnieźnieńskiego filozofa - RZEPY.

Poeta, sięgając do czasów antycznych, obdarza odbiorcę swoim widzeniem świata. Nie przywołuje jednak ówczesnych bogów, lecz ludzi, którzy, dzięki swym wielkim pragnieniom i tęsknotom, stali się nieśmiertelni. Bezbronne serce ogarnięte bezmiarem miłości, której się bez wahania oddaje: wszystko albo nic... Lot ku słońcu albo upadek... „(...) Moje serce / jak Ikar / wolno wolno / zapada w ciebie” („Jak Ikar”, str. 7). Piękne... Tragiczne... Orfeusz i Eurydyka, Dedal i Ikar, dzień i noc, biel i czerń, byt i nicość: dwoistość istnienia, ludzkiej natury, bezustanne poszukiwanie, dążenie ku dopełnieniu: „(...) za bytem coś / mieszka i wypełnia / to co widzialne / na dwa podzielone / zespala się przecież” („Na dwa podzielone”, str. 8).

Więcej …

Z archiwum

Marguerite Yourcenar Ci, co a nas czekali... (Ceux qui nous attendaient...)

Ci, co na nas czekali, czekaniem znużeni,

Umarli, już nie licząc na przyjście spóźnione.

Cofnęli do uścisków otwarte ramiona,

Zostawiając nam w spadku wyrzuty sumienia.

Więcej …
akant.org: