akant.org aktualny numer archiwum dodatki kontakt

Zdzisław Prus - wiersze

(0 głosów, średnia ocena 0 na 5)
Spis treści
Zdzisław Prus - wiersze
Zbieracz złomu pamięta o siostrze
Mocno starsza pani irytuje się na fryzjerkę
Ubojowiec dementuje plotki
Ojciec nie może darować synowi
Wszystkie strony

Sprzątającej w kościele zebrało się na szczerość

 

gdybym się urodziła chłopakiem

poszłabym na księdza

na pewno

jak amen w pacierzu

każdej niedzieli

gdy tylko z babcią wróciłam

z kościoła

zamykałam się w

swoim pokoju

i odprawiałam mszę

dla lalek

mama przestrzegała

że to grzech

tak pajacować

ze świętych rzeczy szopki

sobie robić

z czasem wyrosłam z tego

ale nie do końca

bywa że kiedy

wyszoruję posadzkę

ławki powycieram

powiędłe kwiaty wybiorę

sprzed bocznych ołtarzy

a świętemu Antoniemu

co lubię najbardziej

kamienne czoło

mokrą szmatką przetrę

i kiedy w całym kościele

nie ma duszy żywej

to wtedy - - bywa

że odstawię kubeł

by sobie przysiąść

choć na małą chwilkę

w konfesjonale

tym najładniejszym

gdzie spowiada proboszcz

i myślę wtedy

fartuchem przysłaniając oczy

o babci o mamie o lalkach

i o tym

że to moje życie

jednak nie najgorzej mi się

ułożyło 



 

Zobacz też

Losowo

Mieczysław Wojtasik - Iskrząca krawędź bytu

Czy autor zbioru wierszy pt. “Przenikanie”, KAZIMIERZ BURNAT z Wrocławia, ma przekonywujący cel i odpowiednie środki do wierszopisania? Poza kształceniem świadomości, co jest nie kończącym się zajęciem człowieka, któremu prześwituje przez szarą korę mózgową szekspirowski dylemat: być albo nie być..., głównym celem rzeczonego poety jest coś więcej, a mianowicie, nieustanne odnawianie procesu stawania się twórcą. Poeta w ten sposób chce przekroczyć próg do komnaty wiersza doskonałego, poezji absolutnej. Jednakowoż, w miarę zbliżania się do krawędzi spełnienia, łapie się na tym, zapewne jak każdy twórca, że przechodzi jakby w stan płynny, a “cel” się rozmywa. W istocie zawsze zmuszony jest zadowolić się (albo: przelęknąć się) stwierdzeniem: “wiersz nigdy nie jest skończony, jest urwany w rozpaczy!” Celem artysty nie jest statyczny akt spełnienia, ale bycie ruchomą anteną “dziania się”, także na granicy między świadomością a niewiedzą, istnieniem a niebytem i jak wrocławski autor dopowiada - w aurze “awaryjnej poświaty”.

Poeta, także twórca każdej innej dziedziny sztuki, jako rzecznik i w mniejszym lub większym stopniu kreator niekonwencjonalnego widzenia świata, chcąc nie chcąc trafia niejednokrotnie w lukę pomiędzy wartością oczekiwaną a otrzymywaną przez odbiorców. Inaczej mówiąc, twórca w poszukiwaniu czegoś lepszego i pełniejszego, wykracza poza utarte szlaki życia społecznego.

Więcej …

Z archiwum

Jerzy Suchanek - Pusto

Ranek okazał się paskudny.

Gdy budziłem się, jeszcze nie wiedziałem, że będzie aż tak źle. Jak zwykle otwarłem najpierw tylko jedno moje kaprawe ślepie Starego Osła. I czym prędzej je zamknąłem. Miałem wrażenie, że wszystkie błyszczące przedmioty postanowiły wskoczyć do mojej źrenicy, mocno rozdygotanej po wczorajszych cierniówkach w „Pułapce na Jednorogi”. Nie, pomyślałem, przecież dzisiaj nie moja kolej, by dotrzymywać towarzystwa Sole, która wysychała z tęsknoty, gdy nikt nie słuchał melodii wypluskiwanej na klawiaturach otoczaków przez wodę.

Bo co zawsze robił Stary Osioł, jeśli otoczenie było tak dotkliwe? Przewracał się na drugi bok i spał do wieczora.

Poruszyłem się i straszliwy szelest, nie, wagnerowski szelest, nie, heavy metalowy szelest omal nie urwał moich obwisłych uszu. Wierzgnąłem.

- Czyżbyś, Franciszku, wylądował na wysypisku śmieci? – to była pierwsza myśl, kiepska, a druga? Druga nie lepsza:

- Niech mnie na salami...

- Na jakie salami, na jakie salami, Stary Ośle! Ktoś cię oddał na makulaturę!!! – jęknąłem w duchu, choć tak naprawdę ryknąłem tak, że kurz na książkach w bibliotece publicznej się wystraszył (ze trzy kilometry od mojego zakamarka przy Junackim Moście!).

Mało co widząc przez zamknięte powieki, postanowiłem otworzyć teraz drugie oko (to znaczy to, którego jeszcze tego ranka nie otwierałem), a dopiero potem pierwsze, któremu całkowicie nie podobał się pomysł otwierania oczu. Nie dziwiłem się mojemu pierwszemu oku. Gdyby tak we mnie chciały równocześnie wskoczyć dwa widelce, czajnik, pomięta cynfolia po czekoladzie, szybka ze świętego obrazka, cążki do paznokci, nożyce do żywopłotów, pięć złotych i dziesięć groszy, dwa kawałki złamanego CD, zszywacz biurowy, barometr oraz szesnaście innych błyszczących obiektów, to nie dość, że bym się nie otworzył, ale mocno zamknął od wewnątrz, nawet na kilka kłódek (byle nie błyszczały).

Więcej …

Z archiwum

Jolanta Baziak - Czy religia światowa?

Bydgoskie wydawnictwo „Galeria Autorska” wydała niedawno arcyciekawą książkę WOJCIECHA M. ZALEWSKIEGO pt. „Religia w służbie Życia. Eseje humanistyczne”.

Autor studiował na KUL-u, w Papieskim Instytucie Biblijnym w Rzymie i na Uniwersytecie Gregoriańskim tamże, gdzie się doktoryzował. Był kustoszem zbiorów słowiańskich w Kalifornii, a obecnie jest bibliografem studiów religioznawczych przy Uniwersytecie Stanford. Wydał również kilka tomów wierszy. Jego biografia wyjaśnia horyzont uniwersalistycznych zainteresowań.

Na całość najnowszej publikacji składają się trzy rozdziały. Rozdział pierwszy, wprowadzający, określa aspekty religii, jej funkcjonalność, definiuje pojęcie wieczności Życia. Rozdział drugi analizuje religie pierwotne, trzeci wtórne, do których zalicza się tu: taoizm, hinduizm, buddyzm, judaizm, chrześcijaństwo i islam. Bibliografia wskazuje na bogate najnowsze źródła amerykańskie; toteż mamy przy okazji przegląd tego, co publikuje się na rzeczony temat w Stanach Zjednoczonych. Żadna z wyżej wymienionych religii nie została omówiona marginalnie. Nie jest to jednak kompendium wiedzy z zakresu historii religii. Wojciecha Zalewskiego interesuje nader konkretny aspekt religijności człowieka i jego podłoże, którego dopatruje się w samej podstawie – życiu. Ono staje w centrum wszelkiej wartości i stanowi wartość absolutną. Dopiero Życie sankcjonuje istnienie Boga, tak dalekiego od instytucji i systemów. Religie, które nie znają Boga osobowego reflektują byt jako świętość życia i dzięki tej refleksji dokonuje się sakralizacja człowieka i świata. Potrzeba prokreacji i religijność życia seksualnego wynikają z współdziałania człowieka z Bogiem. Autor opowiada się za religijnym charakterem seksualności podobnie jak M. Eliade i B. Malinowski.

Więcej …

Z archiwum

Małgorzata Borzeszkowska - W ŁAZIENCE MOJEJ CIOTKI

A byłaś... mruga lustro

kremy w mlecznobiałych słoiczkach

przyciągają ją

zmarszczkami tkanymi pionowo

i na skos, wygładzają zmyślenia

o lepszym wczoraj

gdy palce dokładnie rozcierały błękit

na powiekach

stoją w szeregu równym salutem

majowych przeciwpiegów

na złość grudniom o spierzchniętych wargach

i szorstkich dłoniach

tuż obok zwietrzałe lankomy i armani lewitują ku bramie perfumowanego raju, wiotkie w balsamicznych sieciach

tracą nuta po nucie,

koty wczepiły się w zarośnięte szczotki,

mruczy żarówka

lustro zyskało szlachetną patynę rozczarowania, termin przydatności upłynął

do jutra

akant.org: